Umrzeć, by żyć nie jest dokumentem o jednej bitwie ani jednym zamkniętym etapie wojny. Reżyserka Yuliia Hontaruk przez wiele lat obserwowała trzech ukraińskich ochotników – od walk na wschodzie Ukrainy po 2014 roku, przez próbę powrotu do życia cywilnego, aż po pełnoskalową rosyjską inwazję w 2022 roku. Shakhta, Potter i Dancer wracają z frontu z doświadczeniem, którego nie da się po prostu zostawić za drzwiami domu.
Dwanaście lat obserwacji zmienia znaczenie każdej sceny
Hontaruk nie opowiada tej historii z późniejszego dystansu. Kamera była przy bohaterach przez kolejne etapy ich życia. Jeden szuka nowego sensu po decyzjach podjętych na froncie, drugi ucieka w pracę, trzeci marzy o stabilnej rodzinie. Dlatego najważniejsze nie są tu same sceny wojenne, lecz to, co dzieje się po powrocie. Jak rozmawiać z bliskimi? Jak pracować? Jak planować przyszłość, kiedy część własnej tożsamości pozostała na froncie? W 2022 roku krucha równowaga zostaje ponownie zniszczona i bohaterowie stają wobec wojny, od której próbowali odzyskać choć trochę dystansu.
Film powstał jako ukraińsko-łotewsko-słowacka koprodukcja Babylon’13, VFS Films i Silverart. Światową premierę miał w 2026 roku na festiwalu w Karlowych Warach, a później zdobył Grand Prix oraz nagrodę dla najlepszego filmu dokumentalnego w konkursie narodowym festiwalu w Odessie. Aktualna wersja dystrybucyjna trwa 116 minut.
To przede wszystkim film o życiu po doświadczeniu śmierci
Tytuł trafnie opisuje paradoks, z którym mierzą się bohaterowie. Na wojnie nauczyli się akceptować możliwość śmierci, ale po powrocie znacznie trudniejsze okazuje się ponowne nauczenie życia. Umrzeć, by żyć jest więc bardziej portretem psychicznych konsekwencji wojny niż kroniką militarną. Film pokazuje, jak konflikt wchodzi w relacje, sposób myślenia o sobie i w samą możliwość planowania przyszłości. To wymagający dokument, ale jego szczególna wartość wynika z wieloletniego kontaktu reżyserki z bohaterami.
Galeria









