Wolf Children wykorzystuje baśniowy pomysł, żeby opowiedzieć o czymś zaskakująco przyziemnym: o wychowywaniu dzieci. Mamoru Hosoda nie buduje wokół wilczej natury Yuki i Ame rozbudowanej mitologii. Interesuje go raczej to, jak matka ma poradzić sobie z rodziną, dla której zwykłe społeczne zasady nie zostały napisane. Film wszedł do japońskich kin 21 lipca 2012 roku, trwa 117 minut i obejmuje kilkanaście lat życia Hany oraz jej dzieci. Mimo szerokiej perspektywy pozostaje historią bardzo bliską i osobistą.
Fantastyka sprowadzona do codzienności
Hana zakochuje się w mężczyźnie, który potrafi przyjmować wilczą postać. Po jego śmierci sama wychowuje dwoje dzieci obdarzonych tą samą zdolnością. Nagle zwyczajne rodzicielskie problemy mają niezwykłą odmianę. Czy chore dziecko powinno trafić do pediatry czy weterynarza? Jak ukryć przed sąsiadami odgłosy dobiegające z mieszkania? Jak nauczyć dzieci kontroli nad czymś, czego nie da się nikomu wyjaśnić? Hosoda nie traktuje tych pytań jak serii dowcipów. Pokazuje nimi samotność rodzica, który naprawdę nie ma kogo poprosić o instrukcję.
Hana nie potrzebuje supermocy
Po przeprowadzce na wieś film zwalnia i zaczyna uważnie obserwować pracę. Stary dom trzeba naprawić, ziemię przygotować, jedzenie wyhodować, a z lokalną społecznością nauczyć się żyć. Hana popełnia błędy, jest zmęczona i nie zawsze wie, co robić dalej. Właśnie dlatego jest tak przekonująca. Jej miłość nie zostaje opisana wielką przemową, tylko setkami małych czynności wykonywanych dzień po dniu. Hosoda daje tym pozornie zwyczajnym scenom tyle samo znaczenia, co najbardziej efektownym momentom animacji.
Dwie odpowiedzi na to samo pytanie
Yuki i Ame dorastają w przeciwnych kierunkach. Yuki początkowo cieszy się wilczą naturą, lecz później coraz mocniej wybiera życie wśród ludzi. Ame, bardziej wycofany, odnajduje własną pewność poza ludzkim światem. Film nie mówi, że jedno z nich wybrało lepiej. Najważniejsza przemiana dotyczy także Hany: musi zrozumieć, że ochrona dzieci nie może trwać wiecznie. Wolf Children staje się dzięki temu historią o momencie, w którym rodzicielska troska zmienia formę. Czasem największym dowodem miłości nie jest zatrzymanie dziecka przy sobie, lecz pozwolenie mu, by zdecydowało, kim chce być.
Galeria









