Mężczyzna twierdzący, że przybył z przyszłości, pojawia się w barze w Los Angeles i próbuje przekonać przypadkowych ludzi, że tej samej nocy muszą pomóc mu zapobiec katastrofie związanej ze sztuczną inteligencją. Good Luck, Have Fun, Don’t Die oznacza powrót Gore’a Verbinskiego do pełnometrażowego kina. Reżyser bierze prosty punkt wyjścia rodem z pulpowego science fiction i zamienia go w zbiorową misję ludzi, którzy nie wyglądają na przygotowanych do ratowania świata.
Noc, która ma zdecydować o przyszłości
W obsadzie prowadzonej przez Sama Rockwella są między innymi Haley Lu Richardson, Michael Peña, Zazie Beetz i Juno Temple. Film łączy science fiction, akcję i czarną komedię, ale jego zagrożenie jest bardzo współczesne: przyszłość ma zostać zdominowana przez technologię, której ludzie nie potrafili w porę kontrolować. Zamiast bohaterów wybranych przez system dostajemy grupę obcych sobie osób zebranych w jednej knajpie, a dynamika między nimi staje się równie ważna jak sama misja.
Verbinski wraca przy tym do kina po dłuższej przerwie, a obsada pozwala budować opowieść jako starcie bardzo różnych temperamentów. Bohater z przyszłości nie dostaje wyszkolonej drużyny, tylko ludzi, którzy mają własne problemy i powody, by mu nie wierzyć. Z tego wynika zarówno komedia, jak i podstawowe napięcie: ratowanie świata zaczyna się od przekonania kilku obcych osób, że katastrofa naprawdę nadchodzi.



