Po artyście zostają dzieła. Po choreografce także ludzie, którzy potrafią odtworzyć jej pracę własnym ciałem. Pina Wima Wendersa oddaje im miejsce przed kamerą. Tancerze Tanztheater Wuppertal przynoszą ruch, twarze i wspomnienia o Pinie Bausch, z którą przez lata tworzyli wspólny teatr.
Film był planowany jako współpraca reżysera z choreografką. Jej śmierć w 2009 roku przerwała przygotowania w pierwotnym kształcie. Wenders powrócił do projektu z udziałem zespołu, a dokument stał się również sposobem pożegnania. Pamięć zyskała formę czegoś, co można nadal wykonać i komuś pokazać.
Cztery prace, wiele sposobów patrzenia
W filmie pojawiają się Święto wiosny, Café Müller, Kontakthof i Vollmond. Można przyglądać się relacji jednostki z grupą, wysiłkowi, powtórzeniom oraz próbom zbliżenia do drugiej osoby. To konkretne punkty zaczepienia także dla odbiorcy, który nigdy wcześniej nie interesował się teatrem tańca.
Wenders wychodzi z wykonawcami poza scenę. W ulicach Wuppertalu i w krajobrazie ruch spotyka zwykłe otoczenie. Miasto staje się w ten sposób częścią filmowej podróży, a ludzkie ciało zyskuje inną skalę wobec budynków i przestrzeni.
Obecność zachowana w ruchu
Przed kamerą są między innymi Malou Airaudo, Regina Advento, Rainer Behr i Andrey Berezin. Ich osobiste wspomnienia sąsiadują z pracą, której nadal mogą nadać żywą postać. Pierwotna realizacja w 3D służyła uchwyceniu głębi choreografii i odległości między wykonawcami.
Dokument z 2011 roku pokazano na Berlinale; otrzymał też nominację do Oscara dla pełnometrażowego filmu dokumentalnego. Obecne wydanie dystrybucyjne podaje 103 minuty.
Pina zaprasza do uważności na człowieka: czasem kilka kroków i wyciągnięta ręka potrafią przywołać bliskość, której długi opis nie byłby w stanie zachować.
Galeria




