Yios świeci tak mocno, że trudno podejść do niego blisko. Jest synem Heliosa, ale na placu zabaw dzieci greckich bogów wcale nie daje mu to uprzywilejowanego miejsca. En, ten, týky! Andrei Szelesovej zaczyna od pragnienia, które nie potrzebuje mitologicznego rodowodu: mały chłopiec chciałby mieć przyjaciół.
Nie umie jeszcze zapanować nad energią słonecznej korony. Kolejne kłopoty zniechęcają pozostałe dzieci, aż ich żart powoduje jego upadek z chmur na ziemię. Tam Yios spotyka ludzkiego chłopca. Zmiana otoczenia daje mu szansę na relację, w której nie jest od początku tym niewygodnym uczestnikiem zabawy. Niebiański rodowód okazuje się mniej ważny niż sposób, w jaki odpowie na niego druga osoba.
Mała opowieść bez bariery języka
Czesko-słowacka animacja trwa 13 minut i nie ma mówionych dialogów. Dziecięce zachowania oraz emocje przekazuje obrazem, ruchem i dźwiękiem. Szelesová inspiruje się antycznymi mitami i minojskimi freskami. Nie trzeba jednak znać historii greckich bóstw, żeby rozpoznać samotność kogoś, kogo inni nie zapraszają do wspólnej gry.
Reżyserka jest także autorką scenariusza. Za produkcję odpowiada Kristina Husová, film powstał w Pure Shore z udziałem ansze i Cinepoint. Muzykę stworzyła Viera Marinová. Krótki format pozwala skupić uwagę na jednym spotkaniu, a brak dialogów otwiera opowieść także dla dzieci, które nie czytają jeszcze napisów. Najważniejsza podróż prowadzi tu z miejsca odrzucenia do nowej znajomości: Yios wciąż pozostaje słonecznym chłopcem, lecz może przestać być chłopcem samotnym.
Galeria







