Famous Last Words: Gloria Steinem opiera się na niezwykłym i lekko niepokojącym pomyśle. Rozmowę nagrano jeszcze za życia Glorii Steinem, ale ze świadomością, że zostanie opublikowana dopiero po jej śmierci. Już sama sytuacja zmienia ciężar każdego pytania. Zamiast zwykłego portretu podsumowującego karierę oglądamy osobę, która wie, że mówi do publiczności z przyszłości.
Nie biografia, lecz świadomy epilog
Steinem przez dekady należała do najbardziej rozpoznawalnych twarzy amerykańskiego feminizmu, dlatego łatwo byłoby zapełnić film archiwaliami i listą historycznych osiągnięć. Ten 46-minutowy dokument wybiera jednak znacznie bardziej kameralną drogę. Jego centrum stanowi osobiste przesłanie oraz refleksje bohaterki o pracy, starzeniu się, życiu publicznym i własnym dziedzictwie.
Ciekawa jest również granica takiego formatu. Widz nie otrzymuje ostatecznego sądu nad postacią historyczną, lecz świadomie przygotowaną ostatnią wypowiedź. Film staje się więc jednocześnie dokumentem i autoportretem. Ważne jest nie tylko to, co Steinem mówi, ale również to, co postanawia podkreślić, a co pozostawia poza kadrem.
Kiedy wywiad staje się testamentem
Dla osób znających jej działalność film może być osobistym epilogiem. Dla pozostałych będzie raczej punktem wejścia niż pełną biografią. Najlepiej działa wtedy, gdy traktuje się go nie jak lekcję historii, lecz jak świadomy ostatni wywiad człowieka, który przez całe życie umiał posługiwać się publicznym słowem.


